Ostatnio udaje mi się przebywać w szerszym gronie badaczy społecznych. Z racji na świeżą debatę na temat stanu polskiej nauki (skomentowaną w innym miejscu) zacząłem się zastanawiać nad tym, co napędza badania młodych polskich socjologów (i nie tylko). Poniżej typologia motywacyjna:
- zróbmy coś ciekawego
to młodzi ludzie, dla których najważniejsza jest kategoria „coś” (o czym pisała moja promotorka w swojej habilitacji). Ważne jest tutaj, żeby zrobić cokolwiek, a potem zastanowić się, co może z tego wyjść. To coś jest zawsze zakotwiczone w ogólnym temacie zainteresowań, lecz niestety niewiele z tego później wynika. W ramach sieci społecznych znam idealny przykład: większość młodych badaczy najpierw zastanawia się, skąd wziąć dane, a potem chce je „eksplorować”. Co dalej? Nie wiadomo.
- złapmy grant
to już trochę starsi (doświadczeniem) badacze, którym nie chce się robić nic za darmo (sam powoli zaczynam się do nich zaliczać). Jeśli ktoś oferuje kasę, to wchodzę w temat, jeżeli tylko jest on w okolicach moich zainteresowań. Problemem jest tutaj źródło kasy: UE, która słabo finansuje badania społeczne nie towarzyszące działaniom (vide: interwencji antropologicznej). Dalej są konkursy, takie jak AGORY, ale żadko można tutaj liczyć na własną kasę. To etap newralgiczny, ponieważ naprawdę duża kasa dawana jest badaczom z dużą liczbą publikacji, więc sporo osób wykłada się w tym miejscu.
- stańmy się jak nasi mistrzowie
jeżeli juz tylko udało się wejść do grona naukowców (cokolwiek by to nie znaczyło), musimy to podkreślić. Z moich doświadczeń opiera się to przede wszystkim na władzy dyskursywnej. Naukowcem stajemy się, ponieważ opanowaliśmy pewien język. Dzięki temu wiemy również, kto naukowcem nie jest – ten, kto nie opanował tego języka
- spadajmy stąd
w pewnym momencie (jeśli ominęliśmy poprzedni etap), dochodzimy do wniosku, że słabo coś w Polsce z badaniami. Co bardziej sprytni wpadają na pomysł, by trzymać się w naszym grajdołku języka mistrzów, lecz publikują za granicą, bo tu i tak przejdzie to nie zauważone. Tylko jak utrzymać lans tutaj?
Oczywiście, i tak do ostatniego etapu przechodzą tylko nieliczni, reszta ląduje w badaniu sprzedaży mydła:D (czekam tam na was)
Tagi: badacze
październik 2, 2008 o 8:04 pm
hmm dodałbym jeszcze kilka typów …..
- wykorzystajmy badaczy mydła
To badacze którzy oprócz działalnośći związanej z nauką robią coś dla biznesu i przy okazji “pichcą” swoje badania. Przecież trzeba z czegoś żyć ;]… Wcześniej czy później stają przed wyborem lunch czy artykuł ..
Są jeszcze oczywiście badacze mydła którzy nagle widzą – o wyszło mi coś ciekawego to opisze to w artykule… pokaże na kongresie PTBRIO i wszyscy padną ;] z wrażenia.
-nośmy teczkę to zawsze popłaca.
To badacze którzy w naukach społecznych znaleźli się przez przypadek, ale np. świetnie robią strony instytutom, stowarzyszeniom etc. Zawszę są pomocni i noszą teczkę Mistrza, piszą im programy, lub załatwiają mniej odpowiedzialne zadania – Mistrz rekompensuje to wrzucaniem ich nazwisk do publikacji.
-Jestem badaczem Cyberintelektualistą
Coraz częstszy typ występujący wśród Mistrzów – piszą o czymś czego do końca nie rozumieją, potwierdzają potwierdzone już replikacje. Badają internet i zmiany społeczne z nim związane ale ich prace są albo kalką Zachodnich Mistrzów albo napisaną żargonem z lat 80 wizją internetu z tamtego okresu.
ps. tak nawiasem mówiąc to najciekawsze jest nadal – zróbmy coś ciekawego ;] . Phi mi coś wyszło ! egh tylko jak to poprawnie zinterpretowac ? ;]
… a propo mydła to zakup kosmetyków może być świetnym predykantem nastrojów społecznych ;] heh .. podobno
No a Ty Albert którą pigułkę wybierasz -Czerwoną czy niebieską ?
październik 4, 2008 o 10:28 pm
ręka mi drży:) najchętniej połknąłbym obie, co niektórym się udaje. Ale ja nie umiem!!! Mam minus trzy do autoprezentacji:)